Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

GODONr12016jpg

 

 

wersja polska wstie     

MAJORKA

Chociaż mija dopiero drugi miesiąc mojego pobytu na Majorce, to czuję się tu prawie jak w domu. Z moją współlokatorką stworzyłyśmy stały rytm dnia: rano chodzimy do pracy a w popołudniowej przerwie nie tylko korzystamy z uroków bliskości plaży, ale także zwiedzamy wyspę. Trzeba jednak przyznać, że chociaż w Playa de Muro I Can Pica fort przybywa turystów, a temperatura powietrza przekracza niespotykane 32 stopnie C, to jest to raj na Ziemi!

Wszystkie hotele sieci JS dbają o jakość świadczonych usług, dlatego moja praca w charakterze kelnerki w hotelu JS Can Picafort *** w miasteczku o tej samej nazwie wymaga ode mnie pełnego skupienia i zaangażowania. Wobec tego mój dzień zaczynam od pobudki o godzinie 6.35, żeby o godzinie 7.00 być już w drodze do hotelu. Wiąże się to także z nieregularnością przewozów autobusowych i obawą przed spóźnieniem się do pracy.

Pracę w hotelu zaczynam o godzinie 7.30 od przygotowania stolików do śniadania oraz przygotowania bufetu. Moje dalsze zadania skupiają się przede wszystkim na obsłudze gości hotelowych, którzy mają możliwość zjedzenia śniadania od godziny 8.00 do godziny 10.30. Gdy wszyscy opuszczają salę, przystępuję do ponownego przygotowania restauracji tym razem do kolacji. Wydawanie posiłków zaczyna się o godz. 18.30 i kończy o 20.30. W tym czasie wykonuję te same czynności jak wcześniej, ale dodatkowo zbieram zamówienia na napoje, ponieważ nasi goście mają wykupiony pakiet pobytu HB z odpłatnymi napojami podczas kolacji. W każdy wtorek i piątek kuchnia podaje kolacje tematyczne. Kucharze przygotowują potrawy chińskie, majorkańskie, flamenco i meksykańskie. Pomysł ten jest o tyle ciekawy, że kelnerzy także biorą w nim udział, przebierając się w odpowiednie stroje.

Z gośćmi hotelowymi głównie porozumiewam się w języku niemieckim, gdyż 85% klientów to Niemcy. Z częścią obsługi hotelowej rozmawiam po angielsku, niemiecku, ale także po hiszpańsku. Po 7. tygodniach pobytu tutaj mogę stwierdzić, że nauka języka hiszpańskiego nie jest wcale taka trudna i od przyjazdu bardzo dużo się nauczyłam. Pozdrawiam gorąco,

 

Dominika 

                                                                                        ***

Czas spędzany na Majorce mija nam bardzo przyjemnie, aczkolwiek bardzo szybko. Pracujemy od godziny 8:00 do 12:00 oraz od 18:00 do 22:00. W przerwie odpoczywamy na plaży lub spacerujemy, natomiast dni wolne staramy się spożytkować jak najlepiej. Przeznaczamy je na zwiedzanie. Ostatnio udało nam się zobaczyć małe miasteczka: Port De Pollenca oraz Cap de Formentor. Na wycieczkę wyruszyłyśmy rowerami, które udostępniają nam menadżerowie.  Port de Pollenca to miasteczko turystycznie, w którym znajduje się duża ilość hoteli, restauracji, barów oraz malownicza promenada, duży port jachtowy i rybacki. W porcie zostawiłyśmy rowery i busem dostałyśmy się na Cap de Formentor. Droga pięła się wysoko w górę. Autobus z ledwością mógł minąć się z innymi autami na zakrętach, jednakże warto było przeżyć chwile grozy dla niesamowitych widoków. Po krótkim pobycie na malowniczej plaży przystanęłyśmy na mirador (punkcie widokowym) na przełęczy, z którego widać często fotografowaną skalistą wysepkę Es Colomer, stromo opadające w dół skaliste urwisko i piracką basztę Talaia d’Alberutux.

 

W zeszłym tygodniu dotarłyśmy do miasteczka Pollenca. Jest to prowincjonalna miejscowość, wysunięta najdalej na północ wyspy. Pollenca bardzo wyróżnia się spośród innych miejscowości. Kręte, wąskie uliczki pamiętają czasy dominacji arabskiej. 

 

W Pollencie udało nam się zobaczyć cztery bardzo ciekawe rzeczy. Najpierw klasztor Santo Domingo należący kiedyś do dominikanów, w którym dziś znajduje się dom spokojnej starości. Właśnie tam, w sierpniu, odbywa się Międzynarodowy Festiwal Muzyczny.

 

Potem weszłyśmy 365-stopniową drogą krzyżową na Calvari – kalwarię z małym kościółkiem pielgrzymkowym, skąd rozpościera się przepiękny widok.  Następne w kolejności było Casa Museum Dionis Bennassar – muzeum Dionisa Bennassara, który należał do grupy malarzy skupionej wokół Hermenegilda Anglady Camarasy. W domu, w którym mieszkał, zgromadzono 240 jego dzieł. Ostatnim punktem programu zwiedzania było Museum of the Marti Vicenc – muzeum założone przez żonę artysty, Autonię Copllonch, która chciała pokazać światu jego zbiory.

 

 Początkowo Majorka nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Playa de Muro to miejscowość przesycona ilością hoteli, a plaża jest wręcz przeludniona. Dopiero gdy udajemy się na spacer po dzikiej plaży, wyruszamy na wycieczkę w głąb wyspy lub do miejscowości rzadko odwiedzanych przez turystów zaczynamy dostrzegać ukryte piękno Majorki. Znajduje się ono właśnie poza obrębem miejscowości masowo odwiedzanych przez turystów.

 

Pozdrawiamy! 

Joanna i Izabela

 

pasek1