Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

GODONr12016jpg

 

 

wersja polska wstie     

GRECJA - WEST PELOPONEZ

peloponez5

Jest 23 czerwca 2011 roku, godzina 23.45 – lotnisko Balice, pierwszy etap naszej niezwykłej przygody. Wyczekujemy cierpliwie, aż usłyszymy z głośników komunikat o locie Kraków – Ateny. Chociaż czas mija nam szybko na rozmowie, to jednak nie możemy się już doczekać wylotu. Wreszcie samolot startuje, a my, podekscytowani, mimo późnej godziny nie możemy zasnąć. W tym właśnie momencie zdajemy sobie sprawę, że przed nami ponad trzy miesiące w obcym kraju. Radość miesza się z niepewnością. Czy poradzimy sobie z nowym otoczeniu? Czy nie przytłoczy nas tęsknota za rodzinnym domem? Z tymi i wieloma innymi pytaniami wkraczamy w nowy etap naszego życia – witaj, Grecjo!

Bardzo wczesnym rankiem wylądowaliśmy na lotnisku w Atenach, jednakże nie było to nasze miejsce docelowe. Musieliśmy dotrzeć praktycznie na drugą stronę Półwyspu Peloponeskiego do niewielkiej miejscowości Skafidia. Oczywiście wcześniejsze sprawdzanie na mapach, poszukiwanie rozkładów jazdy trochę nam tę podróż ułatwiło. Z lotniska autobusem dotarliśmy do tamtejszego „PKS-u”. Tam okazało się, że na autokar do miejscowości Pyrgos (miasteczko oddalone od Skafidii o jakieś 10 kilometrów) musimy na szczęście niezbyt długo czekać. Zmęczenie dawało się we znaki, lecz przed nami rysowała się wizja pięciogodzinnego snu w klimatyzowanym autokarze. Kolejny przystanek za nami – Pyrgos. Tam wzięliśmy taksówkę (najwygodniejszy dla nas sposób podróżowania, zważywszy na ogrom naszych bagaży). Przywitało nas greckie, upalne słońce, nieziemskie widoki, życzliwi ludzie, choć zdziwiło nas, że pięciogwiazdkowy kurort znajduje się na takim odludziu. Jak później się dowiedzieliśmy od innych osób tutaj pracujących, zdanie „In the middle of nowhere” trafnie określa położenie kurortu. Jednakże największym zaskoczeniem okazało się samo miejsce naszego trzymiesięcznego pobytu. Niezwykle luksusowy, zadbany ośrodek przyprawił nas o zachwyt. Podobno recepcja to wizytówka hotelu – ten hotel ma jedną z najlepszych, jakie miałam okazję zobaczyć. Pokoje również miło nas zaskoczyły. Po rozpakowaniu się poszliśmy na plażę. Ciepłe morze i jeszcze cieplejszy piasek! To było właśnie to, czego brakowało nam na zeszłorocznych praktykach.

Następnego dnia doszło do spotkania z panią Marią, która jest odpowiedzialna za studentów. Wyjaśniła nam wszystko, zapoznała z regułami tutaj obowiązującymi. Mieliśmy okazję również poznać kilka osób z personelu. 

Pracę zaczęliśmy od poniedziałku. Mieliśmy stawić się o siódmej rano w głównej restauracji. Czekało nas nie lada wyzwanie. Ogromna restauracja ze szwedzkim stołem z jeszcze większym zapleczem. Oczywiście największą uwagę zwraca się tutaj na perfekcyjną obsługę gości i chociaż na początku zdarzały nam się potknięcia, to zawsze współpracownicy pomagali nam, pocieszali, że każdemu zdarzają się błędy. Pierwszy dzień to było duże wyzwanie dla nas, lecz poradziliśmy sobie.

Już następnego dnia rozdzielono nas. Chłopcy zostali w głównej restauracji, a mnie przeniesiono do greckiej restauracji „Abeliona”. Pracowałam z dwoma Grekami, którzy okazali się niezwykle sympatyczni i pomocni. Pomogli mi zapoznać się ze wszystkim, dzięki czemu miałam okazję nauczyć się, w jaki sposób pracuje się w restauracji „ a la carte”. Kolejne dni przyniosły kolejne doświadczenia, kolejne znajomości, kolejne wyzwania. Praca w tej restauracji nauczyła mnie robić wszystko dokładnie, skupiać się na kliencie, nauczyła mnie cierpliwości i pracy zespołowej. Niewątpliwie te praktyki nauczą mnie jeszcze wielu ciekawych i przydatnych rzeczy.

Oczywiście praktyki to nie tylko i wyłącznie praca. Mamy dni wolne, które spędzamy z nowymi ludźmi. Mamy z nimi świetny kontakt, ponieważ personel to w większości młodzi ludzie, którzy, podobnie jak my, odbywają tutaj praktyki studenckie. Do tego nad głowami świeci greckie słońce. Już po tygodniu nabieramy pięknej opalenizny…

Z utęsknieniem czekam na nowe doświadczenia i wyzwania, które niewątpliwie nastąpią. Chyba będzie mi trudniej niż sądziłam opuścić to miejsce, lecz na razie nie muszę się tym martwić. Przede mną jeszcze trzy miesiące… Pozdrawiam,

Iza

                                                                                                ***

Moja przygoda z tegorocznymi praktykami zaczęła się na lotnisku w Balicach, gdzie na 17 czerwca mieliśmy zaplanowany wylot do stolicy Grecji. Podróż była podzielona na 3 etapy: lot do Aten, przejazd na dworzec autobusowy do miasta Pyrgos i transport taksówką do miasta Skafidia. Miejsce, do którego dotarliśmy, zrobiło na nas wielkie wrażenie, ponieważ to pięciogwiazdkowy kompleks hotelowy Waldemar!  Na samym początku w recepcji czekała na nas koperta, w której znajdowały się instrukcje oraz klucze do pokoi. Pierwszy dzień spędziliśmy oczywiście na wypoczynku – po szybkim rozpakowaniu się oraz zapoznaniu się z nowymi pracownikami, udaliśmy się na plażę w celu zasmakowania promieni słońca oraz pierwszej kąpieli w morzu. Kompleks zrobił na mnie wielkie wrażenie, ponieważ dużo mówiło się ostatnio o kryzysie w Grecji, a tutaj tego nie było widać.

Następnego dnia mieliśmy spotkanie z koordynatorką naszego wyjazdu,  która pomogła nam w załatwieniu formalności. Zostaliśmy oprowadzeni po ekskluzywnym obiekcie, w skład którego wchodzi: 20 basenów, 7 restauracji, małe centrum handlowe, place zabaw. To naprawdę robi wrażenie!  Kompleks może pomieścić naraz 1300-1400 gości. Następnego dnia rozpoczęliśmy pracę, która okazała się niełatwa. To nie lada wyzwanie obsłużyć taką ilość gości w stosunkowo krótkim czasie. Szybko zaaklimatyzowaliśmy się jednak, a nasza praca została doceniona nie tylko przez innych pracowników, ale również przez managera, którego pochwała jeszcze bardziej nas zmotywowała. Pracę rozpoczynamy o godzinie 7:00, bo wtedy pierwsi goście schodzą na śniadanie. Każdego dnia daję z siebie wszystko, co sprawia że nogi bolą coraz bardziej, ale kąpiel w lazurowym morzu i wypoczynek na plaży rekompensują wszystko. Czas mija bardzo szybko. Za szybko! Aż trudno uwierzyć, że minęły dwa tygodnie!

Pozdrowienia dla WSTiE z gooorącej Grecji.:)

Tomasz

pasek1