Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

GODONr12016jpg

 

 

wersja polska wstie     

MAAM CROSS, CONNEMARA, CO. GALWAY, PEACOCKES HOTEL

Właśnie mija pierwszy miesiąc naszego pobytu w malowniczo położonym zakątku Irlandii, jakim jest miejscowość Maam Cross. Otoczona niezliczonymi jeziorami, pastwiskami, wspaniałymi górami, spowita mgłą, deszczem, ale też muskana promieniami słońca – jest naszym „domem”.

Wszystko zaczęło się od szczęśliwego i bezpiecznego przylotu do miasta Cork, noclegu i kolejnego etapu podróży do Maam Cross. W hostelu poznaliśmy pracującego w recepcji Polaka, który z życzliwością i cierpliwością odpowiedział na wszystkie pytania, pomógł nam zakwaterować się w pokoju, po czym życzył dobrej nocy i powiedzenia na praktyce studenckiej. Następnego ranka, po krótkim acz wzruszającym pożegnaniu się z naszymi kolegami z roku, wyruszyliśmy autobusem do miasta Galway, aby stamtąd, podziwiając piękno Connemary, dotrzeć do celu, jakim był Peacockes Hotel. Na miejsce przybyliśmy bez większych trudności, w trakcie jazdy obserwując z autobusu zmieniającą się wciąż pogodę.

pasek1

 

Sama Connemara to chyba najbardziej magiczne miejsce w całej Irlandii. Mokradła, jeziora i jeziorka, otoczone górami pastwiska, a na nich krowy, owce i konie, owiane tajemnicą lasy i łąki – to wszystko zaparło nam dech w piersiach. Nie mogliśmy się nadziwić urokowi irlandzkich krajobrazów. Jednocześnie cieszyliśmy się, że tak piękne widoki będą dla nas codziennością przez najbliższe trzy miesiące.

Po dotarciu do Peacockes Hotel udaliśmy się na recepcję, gdzie zgłosiliśmy nasze przybycie. Jak się okazało niespełna kilka minut później, ową recepcjonistką była pani manager Caroline, z którą mieliśmy przyjemność rozmawiać przez skype’a jeszcze w Polsce. Przywitała nas bardzo serdecznie i zaprowadziła do pokoju, gdzie mogliśmy tymczasowo zostawić nasze bagaże. Następnie udaliśmy się na posiłek do Coffee Shop’u, który później okazał się miejscem pracy moim i Iwony. Po posiłku przyszedł czas na zakwaterowanie. Sporych rozmiarów apartament, który mieliśmy zajmować, bardzo nam się spodobał. Składają się na niego 2 pokoje dwuosobowe, salon z aneksem kuchennym, hall z wyjściem na taras oraz łazienka. Caroline zostawiła nas, abyśmy mogli się spokojnie rozpakować i wróciła do swych obowiązków. Sam hotel bardzo nam się spodobał. Sprawiał wrażenie dobrze prowadzonego, eleganckiego, schludnego obiektu. Kiedy już rozpakowaliśmy większość naszych bagaży, postanowiliśmy udać się na krótki spacer krajoznawczy po najbliżej okolicy i choć zaczął lekko padać deszcz, to nas jednak nie zniechęciło. Chcieliśmy na własne oczy przekonać się, że trafiliśmy do wyjątkowego miejsca, o którym dotąd tylko czytaliśmy w przewodnikach turystycznych.  Już wkrótce okazało się, iż zdjęcia oglądane w Internecie są niczym w porównaniu z rzeczywistością! W deszczu Irlandia jest równie piękna, co w słoneczne dni, które choć są tu rzadkością, jednak czasem się zdarzają. Wędrowaliśmy po rozległych łąkach, podziwialiśmy majestatyczne góry i urokliwe jeziora. Po tym krótkim spacerze wiedzieliśmy już, dlaczego Irlandia jest nazywana przez wszystkich Zieloną Wyspą i w pełni zgadzaliśmy się z tym określeniem.

Po powrocie ze spaceru ponownie udaliśmy się na recepcję, gdzie czekająca już na nas pani manager dała nam grafik z godzinami pracy na najbliższy tydzień. Jako przyszli pracownicy obsługi ruchu turystycznego postanowiliśmy jak najwięcej skorzystać z pobytu w Irlandii.

Pracując tutaj, zajmujemy różne stanowiska. Kacper w kuchni został zaznajomiony z techniką gotowania słynnego irlandzkiego śniadania i muszę przyznać, że radzi sobie rewelacyjnie i bez większych problemów mógłby zostać głównym pomocnikiem szefa kuchni. Oprócz pomocy w przygotowywaniu dań, Kacper czuwa poniekąd nad tym, aby w trakcie dnia nie zabrakło konkretnych produktów oraz aby kuchnia była utrzymana w czystości, co z kolei pozwala na bardziej owocną i efektywna pracę całego zespołu.  Iwona i ja jesteśmy kelnerkami. Pracujemy w Coffee Shop’ie i w restauracji. Podajemy gościom hotelowym przygotowane w kuchni dania i napoje, obsługujemy kasę fiskalną, nakrywamy do stołu i czuwamy nad tym, aby goście byli zawsze zadowoleni i usatysfakcjonowani z obsługi oraz oferowanych im posiłków. Kiedy hotel odwiedzają zorganizowane wycieczki autokarowe, wówczas przygotowujemy restaurację na ich przybycie i obsługujemy wszystkich uczestników. W zależności od wyznaczonych nam godzin pracy czasem zdarza się, że pomagamy w barze. Jest to dla nas równie ciekawe doświadczenie. Praca tam nieco różni się od pracy w restauracji. Do gości przychodzących do baru zwracamy się mniej oficjalnie, są to stali bywalcy i zdążyliśmy się już się z nimi zapoznać i zaprzyjaźnić. Oprócz tych wszystkich obowiązków czasem pomagamy pokojówce, dzięki czemu poznajemy, jak wygląda praca we wszystkich hotelowych departamentach.  Mateusz natomiast jest nocnym portierem. Do jego głównych obowiązków należy czuwanie nad bezpieczeństwem gości hotelowych podczas nocy. Wykonuje też liczne prace porządkowe na terenie hotelu i przygotowuje salę restauracyjną, aby była gotowa następnego dnia na śniadanie.

Praca tutaj to ważne doświadczenie; doskonalimy język angielski i poznajemy irlandzki, zdobywamy cenne umiejętności potrzebne przyszłym pracownikom branży turystycznej. Obserwujemy prace hotelu z różnych stanowisk i różnych perspektyw. Hotel jest jak wielki zegar, na którego mechanizm składa się wiele elementów, bez których nie mógłby on funkcjonować. Cieszymy się, że i nasza praca przyczynia się do prawidłowej działalności Peacockes Hotel. Wszyscy pracownicy hotelu darzą nas sympatią i życzliwością, a my oczywiście odwzajemniamy się tym samym.

Podczas 2. dni wolnych w tygodniu najchętniej podróżujemy do oddalonego o 40 km od Maam Cross miasta Galway. To centrum życia studenckiego i turystycznego. Malownicze miasteczko, przypominające Kraków, jest tak urzekające, że każdy, kto raz je odwiedzi, będzie chciał wrócić tu ponownie. Podczas jazdy autobusem zaobserwować można, jak pastwiska, jeziora i łąki stopniowo ustępują miejsca zabudowaniom miejskim, a więc sklepom, restauracjom, punktom informacji turystycznej i oczywiście pub’om, które są ikoną irlandzkiego życia towarzyskiego. W pub’ach toczy się prawdziwe życie i tu można spotkać niemal wszystkie warstwy społeczne uczestniczące w Craig, czyli słynnych rozmowach o wszystkim i o niczym, jakie odbywają się tylko na terenie Irlandii i tylko w irlandzkich pub’ach. Samo miasto Galway urzeka swym pięknem wszystkich zwiedzających. To miejsce, gdzie można odpocząć, zażyć nieco miejskiego klimatu, pospacerować po zatłoczonych uliczkach, podziwiać tętniące życiem miasto lub po prostu udać się na zakupy. Wszystkim nam Galway niezmiernie się podoba i najchętniej nie opuszczalibyśmy go wcale. Kiedy tylko możemy, podróżujemy tam i zanurzamy się w niesamowitej atmosferze tego miejsca. Choć może się to wydać niesamowite, zawsze, ilekroć się tam udajemy, wita nas piękna, słoneczna pogoda. To prawie tak jakby Galway znajdowało się w innym wymiarze i nie miało nic wspólnego z deszczowym i wilgotnym klimatem Irlandii.

Pobyt tutaj wiele nas już nauczył i uczy nadal. Zbieramy cenne doświadczenie i magazynujemy je, aby w przyszłości posłużyło nam w znalezieniu wymarzonej pracy lub po prostu stało się powodem, dzięki któremu spełnią się nasze marzenia związane z przyszłym zawodem. Sama praca tutaj bardzo nas cieszy i daje nam dużo satysfakcji. Obserwujemy pracę hotelu i jego funkcjonowanie od wewnątrz, dlatego znacznie pogłębiliśmy swoją dotychczasową wiedzę na ten temat. Praktyki studenckie mijają bardzo szybko, jednak tęsknimy trochę za naszymi rodzinami i przyjaciółmi. Wiemy, że odbycie praktyk jest niezbędnym elementem naszej kariery studenckiej i mamy nadzieję, że pozostałe dwa miesiące miną w równie miłej, spokojnej atmosferze.

Pozdrawiamy serdecznie, wietrznie i deszczowo, Maria, Iwona, Kacper i Mateusz

pasek 2