Kontakt
Home
StudiaRekrutacjaAktualnościWspółpraca

Zobacz WSTiE

Dlaczego warto pracować w PR?
W niedalekiej przyszłości ... więcej

List Rektora
Młodzi Przyjaciele Naszym głównym celem ...więcej

Wywiad z Kanclerzem WSTiE mgr Marią Grzechynką
Zdajemy sobie sprawę, że dziś wygrać przyszłość mogą tylko... więcej

 

 

 

 

My też byliśmy na Błoniach! Studenci Wstie na spotkaniu z Benedyktem

 

 

Na wzruszonych spotkaniem z Ojcem Świętym Błoniach nie brakowało gestów serdeczności. Ktoś komuś podarował świecę, bo tamten zapomniał. Ktoś kogoś otulił własną kurtką, bo: "jemu właściwie jest ciepło". Ktoś przygarnął mniej zapobiegliwego pod parasol. Nawet ofiarując drugiej osobie swoją anonimową obecność, obdarzaliśmy się czymś wyjątkowym. Zwykły prosty gest życzliwości, płynący prosto z serca, znaczył więcej niż tysiące słów.

 

 

 

Budować na skale

"Młode serca przepełnia przeogromna tęsknota za takim domem, który będzie własny, który będzie trwały, do którego będzie się nie tylko wracać z radością, ale z radością przyjmować każdego przychodzącego gościa.(...) Jezus wzywa nas do budowania na skale. Bo tylko wtedy dom nie może runąć.(...) Budować na skale to przede wszystkim budować na Chrystusie i z Chrystusem."

To niewiarygodne, ale 27 maja 2006 r. krakowskie Błonia zamieniły się w papieskie miasteczko! Na ponad 12 godzin zamieszkali w nim młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski, by spotkać się z Benedyktem XVI. Ponad pół miliona młodzieży przywitało Ojca Świętego, kiedy jechał papamobile w morzu biało-żółtych i biało-czerwonych flag, a chór śpiewał "Tu es Petrus" oraz "Nie lękajcie się".

"Ojcze Święty, wita Cię Kraków. Wita Cię ziemia Jana Pawła II" - takimi słowami arcybiskup krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz, rozpoczął niezwykłe, długo oczekiwane spotkanie, które na zawsze pozostanie w naszych sercach.

Nie przygotowywaliśmy się specjalnie do tego wyjazdu. Ktoś po prostu rzucił hasłem, aby jechać "na papieża do Krakowa" i tak, zupełnie spontanicznie, zebrała się grupa studentów Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej. W trakcie podróży do Krakowa oraz wędrówki na Błonia czuliśmy narastające z każdym krokiem podekscytowanie. Zaczynało świtać, kiedy dotarliśmy na "łąkę namiotów", gdzie wielu młodych ludzi spędziło całą noc, czekając na spotkanie z Ojcem Świętym. Byli zmarznięci i zmęczeni po nieprzespanej nocy, ale szczęśliwi, że mogą uczestniczyć w tym wyjątkowym wydarzeniu.

Wraz z innymi wypatrywaliśmy z niecierpliwością papieskiego samochodu i kiedy tylko usłyszeliśmy pierwszy entuzjastyczny okrzyk: "Benedetto!", daliśmy się ponieść chwili. Niewiarygodne jest to, że stojąc wśród anonimowego tłumu pielgrzymów, poczuliśmy tak niezwykłą więź i bliskość z drugim człowiekiem. Poczuliśmy miłość.

Uroczysta Msza św. koncelebrowana przez Benedykta XVI wraz z ponad 1700. kapłanami z 16 krajów, nie miała tradycyjnego przebiegu. Trudno było zapanować nad emocjami. Wystąpienie papieża bezustannie przerywały brawa, a rozśpiewana młodzież nie pozwoliła szybko rozpocząć nabożeństwa. Spontaniczne reakcje tłumu tworzyły niezwykłą atmosferę i wydawało się, że Błonia odłączyły się od Krakowa i zaczęły żyć własnym życiem.

Słowa: "Gdzie dwaj albo trzej modlą się w imię moje, tam ja jestem pośród nich. a was jest tutaj trochę więcej" przypomniały nam atmosferę spotkań z Janem Pawłem II, którego obecności, mądrości oraz miłości tak bardzo nam brakuje. Nikt nigdy nie zastąpi nam Wielkiego Papieża, ale jesteśmy przekonani, że wybrał godnego następcę. Homilia wygłoszona przez Benedykta XVI nauczała o życiu oraz przeznaczeniu każdego człowieka, a słowa, które do nas skierował, wymagały przemyślenia. Ojciec Święty mówił o tym, że nie wolno wstydzić się swojej wiary. Chrystus nie daje nikomu gwarancji bezpieczeństwa, ale siłę do przezwyciężania trudności. I zachęca, abyśmy się nie lękali.

"Budować na skale to znaczy mieć świadomość, że mogą pojawić się przeciwności.(...) Budować na skale znaczy liczyć na świadomość, że w trudnych chwilach można zaufać pewnej mocy.(...) Być mądrym to wiedzieć, że trwałość domu zależy od wyboru fundamentu. Nie lękajcie się być mądrzy, to znaczy nie lękajcie się budować na skale."

W tym wyjątkowym czasie na Błoniach nie brakowało gestów serdeczności. Ktoś komuś podarował świecę, bo tamten zapomniał. Ktoś kogoś otulił własną kurtką, bo: "jemu właściwie jest ciepło". Ktoś przygarnął mniej zapobiegliwego pod parasol. Nawet ofiarując drugiej osobie swoją anonimową obecność, obdarzaliśmy się czymś wyjątkowym. Zwykły prosty gest życzliwości, płynący prosto z serca, znaczył więcej niż tysiące słów.

Wiara od zawsze związana jest z symbolami, których nie zabrakło także w trakcie tego spotkania. Krakowski komitet organizacyjny zaapelował, aby przynieść na Błonia kawałki skał, z których ma powstać w przyszłości fundament pod budowane w Łagiewnikach Centrum Jana Pawła II "Nie lękajcie się". My także zabraliśmy takie symboliczne "cegiełki", które najpierw podpisaliśmy, a następnie wrzuciliśmy do przeznaczonych do tego celu plastikowych pojemników umieszczonych na Quadach.

Kolejnym symbolem sobotniego spotkania stało się światło, którego przekazanie miało niezwykłą wymowę. Młodzi ludzie zapalili od świecy Ojca Świętego swoje świece, z których utworzyło się morze świateł - świadectwo wiary i woli budowania przyszłości w oparciu o zasady, które przekazał nam Chrystus. "Tu jest tak dużo miłości. Będąc tutaj uświadomiłam sobie, że świat naprawdę jest dobry, tylko niektórzy ludzie się jakoś pogubili" - powiedziała stojąca obok mnie Ania z Gdańska.

Na Błoniach padło wiele ważnych słów, trudnych, wymagających zadumy pytań, ale atmosfera spotkania była niezwykle radosna. Może następca Jana Pawła II nie potrafi tak spontanicznie komunikować się z tłumem, jak Jego poprzednik, ale na pewno pokochał młodych Polaków. Każde wypowiedziane po polsku słowa przyjmowane były burzą oklasków, każdy serdeczny gest Papieża wywoływał owacje, które zdawały się nie mieć końca. To były prawdziwe rekolekcje. To było spotkanie, którego potrzebowaliśmy. Nikomu nie przeszkadzało koszmarne zimno i uciążliwy deszcz. Liczyło się wyłącznie poczucie wspólnoty, która połączyła setki tysięcy serc.

A na koniec przydarzyło nam się coś szczególnego. Niesieni przez tłum w stronę wyjścia usytuowanego obok papieskiego ołtarza zostaliśmy zauważeni przez wybitnego teologa i historyka Kościoła ks. prof. Grzegorza Rysia. Autor komentarzy liturgicznych jakimś cudem wypatrzył naszą grupę i ciepło pożegnał słowami, które popłynęły z głośników na całe Błonia: "Żegnamy Suchą Beskidzką".

 

 

< wstecz

 

 

Ranking edukacyjny
95 najlepszych
niepublicznych
uczelni
licencjackich
z 200 funkcjonujących
w Polsce

 

 
Wyślij adres naszej strony znajomemu.
C Copyright by WSTiE
Design by SK.