"Głos Podbeskidzia": Dlaczego Sucha Beskidzka, gdzie nie ma tradycji w prowadzeniu uczelni, została wybrana na siedzibę szkoły wyższej?
Maria Grzechynka: Nie ukrywam, że w Suchej Beskidzkiej dysponowaliśmy odpowiednią bazą lokalową. Mam na myśli budynek Hotelu Monttis. Dodatkowymi zaletami jest również położenie geograficzne tego miasta, atrakcje krajoznawcze, rozwiązaniakomunikacyjne, bliskość dużych ośrodków miejskich.
Początki uczelni nie były jednak łatwe.Zaczęło się od tego, że w latach 90-tych CZSR - instytucja, która w Suchej Beskidzkiej szkoliła przez 25 lat kadrę kierowniczą pionu spółdzielczego dla całej Polski, przestała istnieć.

Ponad 80 osób straciło pracę, a cały budynek obecnego Hotelu Monttis był w stanie kompletnego rozkładu i wymagał kapitalnego remontu. Kiedy zostałam zapytana, jak widzę przyszłość tego obiektu, pomyślałam, że w tych trudnych warunkach ekonomicznych jedynym sensownym rozwiązaniem może być kształcenie młodzieży. Historia naszego kraju daje wiele dowodów na to, że te regiony, gdzie powstawały uniwersytety, rozwijały się najlepiej. Przed taką możliwością stanęła również Sucha Beskidzka. Ponieważ w latach 90-tych zaczęły powstawać szkoły prywatne, zaistniała realna szansa, że taka właśnie szkoła będzie z powodzeniem funkcjonować w naszym mieście.

G.P.: Skąd decyzja, aby kształcić właśnie w takich obszarach, jak turystyka, public relations czyli komunikacja społeczna oraz informatyka?

M.G: Jeżdżąc po świecie i obserwując systemy nauczania na Zachodzie, przekonaliśmy się, że turystyka, informatyka i public relations są kierunkami zgodnymi z nowoczesnymi trendami i najnowszymi prognozami dotyczącymi edukacji w szkołach wyższych. To było główne kryterium wyboru specjalności. Postanowiłam, że będziemy również prowadzić hotel o wysokim standardzie, który zostanie wykorzystany jako doskonałe miejsce praktyk studenckich. Pomysł został oparty na popularnym wówczas w kształceniu europejskim modelu: "Hotel - Szkoła 2000". Zanim dotarłam do doktora Krzysztofa Borkowskiego, obecnego dziekana WSTiE, na mojej drodze stanęły różne osoby, w mniejszym lub większym stopniu zaangażowane w realizację tego przedsięwzięcia. To było 10 lat temu. Zaczęliśmy od policealnej szkoły turystycznej, która stopniowo, w ciągu kilku lat, przekształciła się w Wyższą Szkołę Turystyki i Ekologii.

Krzysztof Borkowski: Szkoła wyższa ma już pierwszych absolwentów. Staramy się śledzić ich losy i cieszymy się z sukcesów zawodowych. Otrzymujemy dowody pamięci z najodleglejszych zakątków świata. Jeśli jednak osoba po studiach na naszej uczelni rejestruje się w biurze pracy po zasiłek dla bezrobotnych, traktowane jest to przez nas jako porażka. Wychodzimy z założenia, że w turystyce praca jest zawsze, dlatego kształcąc młodzież, chcemy przygotować ją także do zdecydowanego i efektywnego poruszania się po rynku pracy.

G.P: Podobno dostać się do tej WSTiE jest łatwo, ale trudno ją skończyć...

K.B.: Nie ma u nas egzaminów wstępnych. Otwieramy drzwi dla wszystkich, którzy chcą się uczyć, poszukują odpowiedzi na nurtujące ich pytania, pragną rozwijać swoje pasje. Każdemu dajemy szansę, jednak osoby, które przyszły do WSTiE z zamiarem  kupienia sobie dyplomu na raty, na pewno będą rozczarowane.

M.G.: Rzeczywiście, zdarzają się takie przypadki. 

K.B.: Już na pierwszej inauguracji rektor uczelni profesor Janusz Sondel powiedział: "My nie sprzedajemy dyplomów". Pragniemy powtórzyć te słowa także podczas tej rozmowy.

G.P.: W jaki sposób została skompletowana kadra?

M.G.: Kompletując kadrę do szkoły policealnej, szukaliśmy ludzi, którzy opierają swoje postępowanie na zasadach uczciwości, na wartościach uniwersalnych i ponadczasowych. To jest bardzo istotne, oprócz wiedzy i tytułów, wysokiego poziomu zawodowego profesjonalizmu. W pierwszej kolejności złożyliśmy propozycję profesorowi UJ, Januszowi Sondlowi, obecnemu rektorowi WSTiE. To było dla nas bardzo ważne, aby osoba, postrzegana jako autorytet moralny i naukowy, będąca laureatem Nagrody Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej (polski Nobel), patronowała szkole. Po dokonaniu oceny naszych wcześniejszych osiągnięć związanych ze szkołą policealną, pan profesor zdecydował się na objęcie funkcji rektora.
K.B.: Łyżka dziegciu potrafi zepsuć beczkę miodu, dlatego staraliśmy się tak dobierać wykładowców, by do ich grona nie dostał się ktoś przypadkowy.

G.P.: Studenci  podkreślają, że Państwo stawiają nie tylko na teorię, ale także na praktyki zawodowe,  które są  doskonale przygotowane.

K.B.: Zależy nam na przekazaniu praktycznych umiejętności, bo wiemy jak ważne jest obecnie doświadczenie zawodowe zdobyte w trakcie nauki.

M.G.: Mamy na uczelni specjalny dział, który te praktyki organizuje, a potem sprawdza ich efekty. Nie zadawalamy się zaświadczeniem przyniesionym przez studenta, które potwierdza odbycie praktyk. Wielką wagę przywiązujemy do opinii pracodawców. Na Cyprze, gdzie w ubiegłym roku przebywało bardzo wielu praktykantów, zdarzyło się, że nie wszyscy należycie te praktyki odbywali. Kilka osób otrzymało negatywne opinie i z taką oceną swojej pracy wróciło do kraju. Oczywiście, pociąga to za sobą konsekwencje i jak się okazuje, jest działaniem na krótką metę.

G.P.: Czy szkoła oferuje pomoc finansową studentom? 

M.G.: W semestrze zimowym roku akademickiego 2004/5 na ponad 1000 naszych studentów około 300 osób otrzymuje pomoc finansową, z czego połowa - stypendia socjalne. Są to osoby z  rodzin o najniższych dochodach. Reszta otrzymuje pomoc za osiągnięcia naukowe. O stypendia naukowe można się starać, uzyskując średnią ocen co najmniej 3,9. Studenci ze średnią 4,7 i wyższą dostają miesięcznie 500 zł. Ponieważ jednocześnie można otrzymać zarówno stypendium socjalne, jak i naukowe, są osoby, którym uczelnia wypłaca miesięczne  nawet około 1000 zł. Jeśli chodzi o czesne, połowa studentów korzysta z systemu ratalnego, chociaż jest to niekorzystne dla utrzymania płynności finansowej uczelni. Chciałabym również powiedzieć, że studenci, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej i nie są w stanie pokryć kosztów nauki, mogą odpracować czesne w hotelu. W bieżącym roku sponsorujemy też edukację 3 bardzo zdolnym studentkom z Białorusi, które z powodu zamknięcia Uniwersytetu Humanistycznego w Mińsku nie mogły kontynuować nauki w swoim kraju. Płatne są także praktyki zagraniczne. Niestety, jest grupa młodzieży, która nie chce skorzystać z możliwości takiego wyjazdu i dodatkowego zarobku.

K.B.: Może to wynikać ze strachu przed nieznanym, przed nowymi obowiązkami.

M.G.: Jest też druga sprawa. Poczucie niepewności dotyczące własnej sytuacji i brak właściwych wzorców w środowisku rodzinnym sprawiają, że młodzi ludzie boją się decydować o swoim życiu. Nie wierzą, że uda im się coś zmienić. Rodziny bowiem przekazują sobie z pokolenia na pokolenie również pewien rodzaj niezaradności i to jest najgorsze nieszczęście. Dobrze się stało, że WSTiE działa właśnie w Suchej Beskidzkiej, gdzie mieszka duża grupa bezrobotnych. Mamy nadzieję, że wielu młodych ludzi skorzysta z naszej oferty, zainwestuje w swoją edukację i poradzi sobie z najtrudniejszymi wyzwaniami XXI wieku.

G.P.: Czy studenci WSTiE nie mają problemu z nauką na studiach magisterskich?

K.B.: Ci, którzy chcieli kontynuować naukę na studiach magisterskich, czynią to z powodzeniem.

M.G.: Zadaliśmy sobie trochę trudu i jeździliśmy po świecie, żeby zobaczyć, jak funkcjonują dobre uczelnie. Z zakresu turystyki wzorowaliśmy się na jednym z najlepszych tego typu uczelni w Europie - Uniwersytecie Chambery we Francji. W chwili obecnej dwie studentki WSTiE kontynuują studia właśnie tam, dlatego otrzymają podwójny dyplom: francuski oraz polski.

K.B.: Oferta naszych studiów obejmuje również krajoznawstwo, historię Polski i regionu. Z tego  powodu pierwsze ćwiczenia terenowe na turystyce oraz public relations  odbywają się na trasie Wadowice - Oświęcim - Auschwitz - Kalwaria.

M.G.: Proszę sobie wyobrazić, że połowa młodzieży będącej w tym roku na ćwiczeniach terenowych pierwszy raz była w Muzeum w Oświęcimiu!

G.P.: Czyli nadrabiacie Państwo zaległości rodziców i szkół niższego szczebla.


M.G.: Doszliśmy do wniosku, że na ćwiczeniach terenowych młodzież powinna przede wszystkim poznać historię, kulturę i tradycję naszego regionu.

G.P.: Bardzo ważny dla studentów z daleka jest  akademik.

M.G.: Nasz akademik znajduje się w budynku należącym do Zespołu Szkół Zawodowych im. W. Witosa, gdzie wynajmujemy piętro. Ci, którzy składają podanie o akademik, gdzie zakwaterowanie kosztuje miesięcznie 210 zł, w zasadzie go dostają. Około 5 % ubiegających się, dostało miejsce po miesiącu oczekiwania, gdy zrezygnowały osoby, które nie radziły sobie na studiach.

K.B.: Bardzo dużo osób mieszka na stancjach, co przyczynia się do rozwoju tego miasta. Tu przecież powstały domy, które przyjmują naszych studentów.

G.P.: Szkoła bardzo wiele robi dla środowiska lokalnego.

M.G.: W tej chwili wygraliśmy dwa unijne programy na szkolenia dla przedsiębiorców z Małopolski z zakresu turystyki i informatyki. Będą to szkolenia bezpłatne. WSTiE nawiązała kontakty z Węgrami, które owocują teraz tym, że powiat suski oraz trzy okoliczne gminy podpisały porozumienia o współpracy z węgierskimi partnerami.

K.B.: Poza tym walczymy o  uratowanie linii parowego pociągu retro - Chabówka - Nowy Sącz. Sprawa jest bardzo poważna, bo zachodzi obawa, że w ciągu sześciu miesięcy w ramach likwidacji skansenu w Chabówce wszystkie obiekty tego typu zostaną przekazane do Wolsztyna pod Poznaniem. A przecież taki pociąg to bardzo duża atrakcja Małopolski.

M.G.: Regiony, które nie mają osobliwości służących turystyce, umierają. Powinno się więc dbać o każdy tego typu obiekt, o każdy zabytek, bo są one przecież źródłem dochodów. Szkoła nie planuje nowych inwestycji, ale zamierza, np. wyremontować piętro zamku suskiego, nazywanego Małym Wawelem.

G.P.: W jakim kierunku szkoła będzie się rozwijała?

M.G.: Poszerzamy swoją ofertę o studia podyplomowe.

K.B.:  Nie chciałbym zapeszyć, ale uzyskaliśmy też bardzo dobrą wiadomość związaną z nazwą szkoły?

G.P.: No właśnie, co z tą "ekologią"?


K.B.: Prowadzimy rozmowy z  fundacją, która bezpośrednio przeniesie transfer programów angielskich z zakresu ochrony środowiska i ekologii oraz turystyki zrównoważonej na teren naszej uczelni. Po realizacji tego programu w WSTiE student będzie miał ważne dwa dyplomy: naszej szkoły i szkoły angielskiej.

M.G.: Warto podkreślić wysoki poziom kierunku informatyka na naszej uczelni. Co m.in. o tym świadczy? W tym roku posłaliśmy studentów na praktyki do renomowanych firm informatycznych. Spośród przedstawicieli japońskiej szkoły informatycznej, studentów UW i AGH wybrano 3 studentów, w tym jednego z WSTiE!

K.B.: Korzyści z powstania tej szkoły jest bardzo wiele. Mamy nadzieję, że będzie coraz więcej. Ważną informacją jest także to, że naszą uczelnię odwiedzają z monograficznymi wykładami osobistości świata nauki, kultury i polityki m.in. prof. dr hab. A. Krawczuk, dr Marek Jerzy Nowakowski, prof. dr hab. Ostrowski, prof. dr hab. Komisarz Unii Europejskiej Danuta Hübner.

M.G.: Kochamy młodzież i to jest podstawa naszego działania.

G.P.: Dziękujemy za rozmowę.